IFM - Bogactwo możliwościPrzewaga globalnych rozwiązań

Zarządzający funduszami Franklin Templeton o perspektywach rynków akcji krajów rozwijających się.


Dr Mark Mobius to żyjąca legenda i guru rynków finansowych. Od trzydziestu lat specjalizuje się w rynkach wschodzących z Azji, Europy Wschodniej czy Ameryki Łacińskiej i to tutaj osiągnął największe życiowe sukcesy. Dzisiaj zarządza 30 mld USD.

 

W piątek Mobius przebywał w Warszawie. Mówił o bieżącej koniunkturze na rynkach finansowych świata i ich perspektywach. - Kraje rozwijające się, m.in. Chiny, Argentyna, Rosja czy Czechy, mają zdecydowanie szybszy wzrost gospodarczy niż kraje rozwinięte. Szybciej rosną zyski spółek i są wyższe dywidendy. Na emerging markets wciąż możemy kupować akcje taniej niż na innych rynkach świata - powiedział Mobius.

 

Dla polskich inwestorów nie miał jednak dobrych informacji. Okazało się, że Polska w aktywach europejskich Templetona zajmuje dopiero czwarte miejsce. Mobius więcej zainwestował na giełdzie rosyjskiej, tureckiej i na niewielkim parkiecie węgierskim.

 

- Polskie spółki są już relatywnie drogie, zwłaszcza w porównaniu z innymi rynkami w Europie Wschodniej. Wyceny niektórych banków są już bardzo wysokie, a cena ich akcji 20 razy przekracza zysk przypadający na akcję. Tymczasem na Węgrzech czy w Turcji wciąż można znaleźć banki wyceniane o połowę niżej - mówili przedstawiciele Templetona. - Stale szukamy dobrych okazji. Ostatnio odwiedziliśmy Rumunię - opowiadali.

 

Przypomnijmy, że Mobius uaktywnił się nad Wisłą już w 2002 roku, jeszcze przed rozpoczęciem trwającej do dziś hossy. Odwiedzał wtedy siedziby niektórych giełdowych spółek (m.in. PKN Orlen i TP SA) i przekonywał w swoich wypowiedziach, że nadchodzi hossa. Tymczasem - jak można przeczytać w amerykańskiej prasie - Mobius kupuje z reguły akcje z zamiarem trzymania ich tylko przez blisko pięć lat.

 

Obecnie guru przestrzega przed krótkotrwałymi, ale gwałtownymi wahnięciami koniunktury. - Na rynkach wschodzących przydałaby się korekta rzędu 20-30 proc. podobna do tej, jaka miała miejsce w pierwszym półroczu. Wtedy byłaby dobra okazja do zakupów - mówi. - W wielu krajach nie mamy jeszcze bąbla spekulacyjnego takiego jak niegdyś boom internetowy - dodał.

 

Mobius przewiduje ponadto powolny spadek ceny ropy naftowej (do 40 dol. za baryłkę z obecnych 60) i dalszą deprecjację amerykańskiej waluty, do czego przyczyniają się jego zdaniem kraje o największych rezerwach dolarowych - tj. Chiny (mają 988 mld dol.), Japonia (863 mld), Tajwan (260 mld) i Rosja (243 mld). Te wymieniają dolary na euro.

 

Źródło: Gazeta Wyborcza

 

27-11-2006

 

 


Katowice | Warszawa | Wrocław | Nota prawna | Copyright 2003-2012 by INVESTMENT FUND MANAGERS S.A.