Polska jest jednym z dziesięciu krajów na świecie, które wkrótce przestaną być gospodarkami rozwijającymi się i wejdą w skład elitarnego klubu krajów rozwiniętych. A paradoksalnie wszystko dzięki kryzysowi gospodarczemu.
Oprócz Polski obietnicę przepustki do rozwiniętego świata dostały od analityków Barclays Capital też Czechy, Izrael, Brazylia, Chile, Singapur, Korea Południowa, Tajwan, Chiny i RPA. Wszystkie te kraje w czasie kryzysu „dokonały konsolidacji fiskalnej i wykazały niezależność od zewnętrznego finansowania”. Dzięki temu wykorzystały globalne zamieszanie do zwiększenia odporności na szoki koniunkturalne i zwiększyły swoją wiarygodność na rynkach.
Dziś w oficjalnych zestawieniach Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) i Banku Światowego (BŚ) czy innych instytucji finansowych Polska klasyfikowana jest jako regionalny średniak – jednak tylko Polska z krajów regionu w największym kryzysie gospodarczym od drugiej wojny światowej uniknęła recesji, a to mocno pomogło w postrzeganiu naszej gospodarki przez rynki finansowe.
Barclays Capital nie precyzuje, o jakiej perspektywie mówi. Według Rafała Antczaka, wiceprezesa Deloitte, realny jest scenariusz wejścia Polski do grona gospodarek rozwiniętych w ciągu dziesięciu lat – przemawiają za tym atrakcyjność dla zagranicznego kapitału w porównaniu z niektórymi krajami strefy euro, tańsza siła robocza i potężny zastrzyk środków unijnych.
Źródło: Puls Biznesu
